Połączeni ze światem, odłączeni od siebie — jak internet, smartfony i technologia zmieniają nasze relacje, emocje i sposób przeżywania samotności.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu samotność kojarzyła się przede wszystkim z fizycznym odosobnieniem.
Człowiek był sam w domu.
Nie miał z kim porozmawiać.
Nie miał obok siebie rodziny, przyjaciół, sąsiadów.
Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Możemy mieć setki znajomych w telefonie, dziesiątki rozmów na komunikatorach, profile w mediach społecznościowych, grupy zainteresowań, aplikacje randkowe i stały dostęp do niemal całego świata.
A mimo to możemy czuć się niewidzialni.
To jeden z największych paradoksów XXI wieku: nigdy nie byliśmy tak łatwo dostępni dla innych, a jednocześnie tak wiele osób doświadcza głębokiego poczucia odłączenia.
Według Światowej Organizacji Zdrowia około 1 na 6 osób na świecie doświadcza samotności. Wśród młodzieży i młodych dorosłych odsetek jest jeszcze wyższy. WHO traktuje dziś samotność i izolację społeczną jako istotny problem zdrowia publicznego. (Światowa Organizacja Zdrowia)
I dlatego warto zadać pytanie:
Co właściwie stało się z naszym sposobem bycia razem?
Smartfon, który zawsze jest przy nas
Smartfon jest jednym z najważniejszych wynalazków współczesności.
Daje nam komunikację, wiedzę, rozrywkę, pracę, zakupy, bankowość, mapy, zdjęcia i możliwość kontaktowania się z niemal każdym człowiekiem.
Ale telefon zrobił również coś jeszcze.
Wypełnił każdą chwilę ciszy.
Czekamy na autobus — telefon.
Jemy sami — telefon.
Jedziemy windą — telefon.
Idziemy ulicą — telefon.
Leżymy przed snem — telefon.
Nawet wtedy, kiedy nic się nie dzieje, coś musi się dziać.
Psychologicznie ma to znaczenie.
Cisza pozwala człowiekowi zauważyć własne myśli, emocje, napięcie i potrzeby. Jeżeli każdą chwilę pustki natychmiast wypełniamy bodźcem, możemy coraz rzadziej spotykać się z samym sobą.
Nie chodzi o to, że smartfon jest „zły”.
Problem zaczyna się wtedy, gdy technologia przestaje być narzędziem, a staje się regulatorem naszego stanu emocjonalnego.
Jest nam smutno — przewijamy.
Jesteśmy znudzeni — przewijamy.
Czujemy napięcie — przewijamy.
Nie chcemy myśleć — przewijamy.
Nie chcemy być sami — przewijamy.
I właśnie tutaj pojawia się paradoks.
Możemy uciekać przed samotnością, nieustannie korzystając z technologii, a jednocześnie nie budować relacji, które rzeczywiście tę samotność zmniejszają.
Internet nie jest bliskością
Internet daje możliwość kontaktu.
Ale kontakt nie zawsze oznacza więź.
Możemy wymienić z kimś sto wiadomości i nie powiedzieć sobie nic naprawdę ważnego.
Możemy polubić czyjeś zdjęcie, ale nie wiedzieć, jak ta osoba naprawdę się czuje.
Możemy obserwować czyjeś życie przez lata, a jednocześnie nigdy nie przeprowadzić z nią szczerej rozmowy.
Możemy mieć tysiące obserwujących i nie mieć jednej osoby, której możemy powiedzieć:
„Nie radzę sobie. Zostań ze mną.”
To właśnie różnica pomiędzy ilością kontaktów a jakością relacji.
WHO definiuje samotność jako subiektywne, bolesne poczucie rozbieżności pomiędzy relacjami, które człowiek ma, a relacjami, których potrzebuje lub pragnie. Izolacja społeczna jest natomiast bardziej obiektywnym stanem niewystarczającej liczby relacji i interakcji. (Światowa Organizacja Zdrowia)
Dlatego można być samotnym wśród ludzi.
I można być samemu, ale nie czuć samotności.
Media społecznościowe i iluzja uczestniczenia w życiu innych
Media społecznościowe stworzyły zupełnie nowy rodzaj doświadczenia.
Widzimy innych ludzi niemal bez przerwy.
Ich wakacje.
Związki.
Sukcesy.
Domy.
Samochody.
Ciała.
Karierę.
Dzieci.
Imprezy.
Podróże.
Problem polega na tym, że często porównujemy całą swoją rzeczywistość z fragmentem rzeczywistości drugiego człowieka.
Widzimy jego najlepsze zdjęcie, ale nie widzimy jego samotnego wieczoru.
Widzimy sukces, ale nie widzimy porażki.
Widzimy związek, ale nie widzimy konfliktów.
Widzimy uśmiech, ale nie znamy emocji znajdujących się za nim.
Psychika człowieka może jednak reagować tak, jakby oglądany obraz był pełnym opisem rzeczywistości.
Powstaje wtedy mechanizm:
„Wszyscy żyją, tylko ja stoję w miejscu.”
A później:
„Wszyscy mają ludzi. Tylko ja nikogo nie mam.”
A następnie:
„Ze mną musi być coś nie tak.”
I samotność zaczyna łączyć się ze wstydem.
Najbardziej niebezpieczna samotność nie zawsze wygląda jak samotność
Człowiek może normalnie pracować.
Może wychodzić do sklepu.
Może mieć rodzinę.
Może mieć partnera.
Może chodzić na siłownię.
Może publikować zdjęcia.
Może codziennie rozmawiać z ludźmi.
I nadal może doświadczać głębokiego odłączenia emocjonalnego.
Dlaczego?
Bo obecność fizyczna nie gwarantuje obecności psychicznej.
Możemy siedzieć obok kogoś i czuć, że nikt nas nie rozumie.
Możemy mówić i mieć poczucie, że nikt naprawdę nie słucha.
Możemy być w związku i czuć się całkowicie sami.
Możemy mieć rodzinę i nie mieć bezpiecznej przestrzeni, w której możemy pokazać swoje prawdziwe emocje.
To właśnie samotność relacyjna.
Nie chodzi o brak ludzi.
Chodzi o brak bezpiecznego połączenia.
Technologia przyspieszyła życie
XXI wiek przyniósł jeszcze jeden problem:
ciągłą dostępność.
Wiadomość może przyjść o każdej porze.
Praca może przyjść do domu.
Informacja dociera natychmiast.
Wiadomości są nieustanne.
Powiadomienia przypominają o świecie nawet wtedy, kiedy chcielibyśmy od niego odpocząć.
Powstało społeczeństwo permanentnej obecności.
Jesteśmy „online”, ale nasza psychika nie zawsze jest naprawdę obecna.
Możemy fizycznie siedzieć przy stole, a mentalnie znajdować się w pięciu innych miejscach.
To osłabia jakość kontaktu.
Bo relacja potrzebuje czegoś, czego technologia nie może zagwarantować:
uważnej obecności.
Samotność a układ nerwowy
Człowiek jest istotą społeczną.
Potrzebujemy nie tylko jedzenia, snu i bezpieczeństwa fizycznego. Potrzebujemy również więzi, przynależności, akceptacji i poczucia, że jesteśmy dla kogoś ważni.
Długotrwałe poczucie odłączenia może wpływać na dobrostan psychiczny i fizyczny. WHO wskazuje na związki samotności i izolacji społecznej m.in. z depresją, lękiem, chorobami układu krążenia, udarem oraz zwiększonym ryzykiem przedwczesnej śmierci. (Światowa Organizacja Zdrowia)
Dlatego samotność nie powinna być traktowana jako:
„taki charakter”.
Czasami jest sygnałem.
Sygnałem, że człowiek potrzebuje relacji.
Sygnałem, że jego środowisko nie daje mu wystarczającego poczucia przynależności.
Sygnałem, że przez długi czas funkcjonował bez bezpiecznej więzi.
Sygnałem, że nauczył się radzić sobie sam ze wszystkim.
Samowystarczalność może stać się klatką
Współczesny człowiek często słyszy:
„Bądź silny.”
„Nie potrzebuj nikogo.”
„Poradzisz sobie sam.”
„Nie pokazuj słabości.”
Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek zaczyna wierzyć, że potrzebowanie innych jest oznaką słabości.
Wtedy buduje samowystarczalność.
Sam rozwiązuje problemy.
Sam przeżywa emocje.
Sam podejmuje decyzje.
Sam cierpi.
Sam się podnosi.
Sam wraca do domu.
I z czasem może nawet nie wiedzieć, jak poprosić o pomoc.
Samotność może wtedy zostać zamieniona w tożsamość.
„Ja po prostu jestem sam.”
Ale być może prawdziwe zdanie brzmi:
„Nauczyłem się być sam, ponieważ kiedyś nie miałem bezpiecznego miejsca, w którym mogłem być z kimś.”
To ogromna różnica.
Dlaczego młodzi ludzie również są samotni?
To szczególnie ważny paradoks.
Pokolenie wychowane w epoce internetu ma możliwości komunikacji, których wcześniejsze pokolenia nie posiadały.
A jednocześnie właśnie młodzi ludzie należą do grup szczególnie dotkniętych samotnością. WHO szacuje, że samotność zgłasza około 21% osób w wieku 13–17 lat i około 17% osób w wieku 18–29 lat. (Iris)
Media społecznościowe nie są jedyną przyczyną.
Nie można powiedzieć:
„Internet powoduje samotność.”
Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Na samotność wpływają między innymi relacje rodzinne, sytuacja ekonomiczna, zdrowie psychiczne, doświadczenia odrzucenia, przeprowadzki, rozpad związków, brak wspólnoty i wiele innych czynników. (Światowa Organizacja Zdrowia)
Technologia może jednak stać się wzmacniaczem istniejących problemów.
Jeżeli ktoś czuje się odrzucony, może szukać potwierdzenia swojej wartości w internecie.
Jeżeli boi się relacji, może zastępować je kontaktem cyfrowym.
Jeżeli nie toleruje ciszy, może ciągle dostarczać sobie bodźców.
Jeżeli ma niską samoocenę, może bez końca porównywać się z innymi.
Nie jesteśmy uzależnieni od telefonu dlatego, że lubimy telefon
Czasami za ciągłym sięganiem po smartfon znajduje się coś znacznie głębszego.
Potrzeba regulacji emocji.
Potrzeba nagrody.
Potrzeba kontaktu.
Potrzeba ucieczki.
Potrzeba potwierdzenia własnej wartości.
Potrzeba kontroli.
Potrzeba uniknięcia samotności.
Dlatego samo powiedzenie:
„Odłóż telefon.”
nie zawsze rozwiązuje problem.
Trzeba zapytać:
„Przed czym uciekam, kiedy po niego sięgam?”
To znacznie trudniejsze pytanie.
I często znacznie ważniejsze.
Człowiek potrzebuje czegoś więcej niż powiadomienia
Powiadomienie mówi:
„Ktoś o tobie pomyślał.”
Ale relacja mówi:
„Jestem tutaj.”
Polubienie mówi:
„Zobaczyłem twój obraz.”
Bliskość mówi:
„Widzę ciebie.”
Komentarz mówi:
„Mam opinię.”
Rozmowa mówi:
„Chcę cię zrozumieć.”
Obserwowanie mówi:
„Wiem, co pokazujesz światu.”
Prawdziwa więź mówi:
„Znam również to, czego nie pokazujesz.”
I właśnie dlatego technologia nigdy nie zastąpi całkowicie ludzkiej bliskości.
Może ją wspierać.
Może ją ułatwiać.
Może łączyć ludzi oddalonych o tysiące kilometrów.
Ale nie może wykonać za nas całej pracy relacyjnej.
Powrót do człowieka
Rozwiązaniem nie jest wojna ze smartfonami.
Nie musimy wyrzucać technologii.
Nie musimy uciekać od internetu.
Nie musimy udawać, że XXI wiek nie istnieje.
Potrzebujemy czegoś innego:
równowagi.
Czasami odłożyć telefon.
Usiąść z kimś przy stole.
Zadzwonić zamiast wysłać reakcję.
Spotkać się zamiast tylko obserwować.
Zapytać:
„Jak naprawdę się masz?”
I mieć odwagę wysłuchać odpowiedzi.
Potrzebujemy również odbudować lokalne więzi — sąsiedztwo, grupy zainteresowań, sport, wspólnoty, miejsca spotkań, przyjaźnie, rodzinne rytuały.
WHO wskazuje właśnie na znaczenie zarówno indywidualnych strategii, jak i działań społecznych oraz budowania przestrzeni, które ułatwiają ludziom spotykanie się i tworzenie więzi. (Światowa Organizacja Zdrowia)
Najważniejsze połączenie
Być może największym wyzwaniem XXI wieku nie będzie stworzenie jeszcze szybszego internetu.
Nie będzie nim kolejny smartfon.
Nie będzie nim sztuczna inteligencja.
Nie będzie nim kolejna platforma społecznościowa.
Być może jednym z największych wyzwań będzie nauczenie się ponownie bycia razem.
Bez ekranu.
Bez potrzeby dokumentowania każdej chwili.
Bez ciągłego porównywania.
Bez udawania, że wszystko jest dobrze.
Bez konieczności bycia interesującym.
Bez strachu przed ciszą.
Po prostu:
człowiek z człowiekiem.
Cisza między ścianami
Czasami samotność nie zaczyna się wtedy, kiedy zostajemy sami.
Zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy czuć, że ktoś naprawdę nas widzi.
Można mieć pełną książkę telefoniczną i pustkę w środku.
Można być codziennie online i emocjonalnie offline.
Można mieć setki znajomych, a nie mieć jednej bezpiecznej osoby.
Można być otoczonym ludźmi i nadal czuć, że nikt nie zna naszego prawdziwego świata.
Dlatego warto czasami wyłączyć ekran.
Nie po to, żeby uciec od świata.
Po to, żeby do niego wrócić.
Do rozmowy.
Do obecności.
Do spojrzenia.
Do dotyku.
Do wspólnego milczenia.
Do relacji, w której nie trzeba niczego publikować, udowadniać ani przedstawiać.
Bo człowiek nie potrzebuje wyłącznie połączenia.
Potrzebuje więzi.
A więź zaczyna się tam, gdzie kończy się ekran i zaczyna się prawdziwa obecność drugiego człowieka.
Cisza między ścianami nie zawsze oznacza pustkę.
Czasami jest pierwszym miejscem, w którym możemy usłyszeć pytanie:
„Z kim naprawdę jestem połączony?”
I być może właśnie od odpowiedzi na to pytanie zaczyna się powrót do siebie.
